Jesień zagościła już u nas na dobre. Wieczory są co raz dłuższe, nastrajają do marzeń i snucia planów. Pomysły mnożą się w głowie. Od szydełkowych żołędzi od piegowatej począwszy, przez pokrowce na 2 taborety, kocyk dla małej Zosi (która w grudniu pojawi się na świecie) na gigantycznym "golfie" wokół komina na naszym poddaszu skończywszy. Dużo tego i wiem, że jeśli uda mi się zrobić choć 1 rzecz to i tak będę zadowolona. Szczególnie, że prace zacząć muszę od zamawiania włóczek, a czas na to znajdę pewnie dopiero w grudniu.
Ale kto zabroni mi trochę pomarzyć:)
A Wy jakie macie plany na nadchodzącą jesień i zimę?
Zrobiłam go jeszcze w marcu z włóczki znalezionej przez przypadek u babci. Śmiał się ze mnie, że mu szal na wiosnę zrobiłam. Teraz wiemy, że się przydał. Idealny na chłodne przedwiośnie.
Uszyłam z babcią moją pierwszą pościel. Pomysł, rozmierzanie, zaprasowywanie i "obróbka" guzików należały do mnie. Proste szycie przejęła Nauczycielka. Nie mogła patrzeć jak się z tym "cackam";)
Wciąż nie mogę się oswoić się z tym, że wszystko dla dziewczynek jest różowe. Dlatego na pościel dla mojej rocznej bratanicy wybrałam zielone groszki. Może się jej i jej mamie spodobają i kiedyś dane mi będzie zobaczyć całość w łóżeczku:)
Właśnie wróciłam z targu staroci. Już wczoraj dostałam instrukcję: "Tylko nic nie kupuj. Pamiętaj o przeprowadzce." Długo byłam twarda i tylko oglądałam. Niestety nie udało się. Oto, z czym wróciłam do domu: